czwartek, 31 stycznia 2013

70 książek

70 ksiażek... To niestety nie ilość jaką ostatnio kupiłam (szkoda). Na półkach doliczyłam się właśnie tylu książek, które stoją nieprzeczytane. Ciągle pojawiają się następne, jak na przykład ostatnie 10, które zamówiłam korzystając z wyprzedaży Weltbilda w ich serwisie internetowym.
Także mam co robić, co czytać i co recenzować. W grę wchodzi tylko czas i tempo czytania oraz czas na pisanie recenzji, a tego znowu coraz mniej, bo szykujemy się do otwarcia biznesu.
Nie ma rzeczy niemożliwych, więc dam radę i czytać i pisać.
Do zobaczenia przy kolejnej recenzji. 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Pod jednym dachem


 Autor: Amy Sohn
Gatunek: literatura kobieca
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011


Pod jednym dachem autorstwa Amy Sohn to jedna z tych książek, które poleciłabym matkom, zarówno młodszym jak i starszym, mającym mniejsze i większe dzieci, żyjące z mężem, narzeczonym lub samotnie.
Powieść przedstawia portrety czterech kobiet wychowanych w zupełnie różny sposób, żyjących w innych dzielnicach tego samego miasta. Łączy je tylko jedno. Każda z nich ma małe dziecko, posiada odpowiednie warunki, by je szczęśliwie wychowywać, a jednak tego szczęścia im brakuje.
Czytałam tą książkę będąc w ciąży i zastanawiałam się czy będę taka, jak któraś z przedstawionych przez autorkę bohaterek. Przemierzając kolejne rozdziały, strona po stronie, widziałam na przykładzie tych kobiet jak bardzo łatwo jest zagubić siebie w codzienności, którą wypełnia dziecko, która nagle nie wiedzieć czemu staje się monotonna i uciążliwa.
Polecam tą książkę kobietom, bo do nich właśnie jest skierowana, jako pewnego rodzaju przestrogę przed tym, do czego nie warto na siłę dążyć i jako radę, by cieszyć się z tego, co mamy.

sobota, 26 stycznia 2013

Przymierze Trojga


Autor: Maxime Chattam
Gatunek: fantastyka, młodzieżowa
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2011 (PL)

Przymierze Trojga czyli pierwsza część trylogii, o której już kiedyś wspominałam – Inny Świat. Książka wymęczyła mnie jak mało która. Co dziwne, mój mąż jest nią zafascynowany, jak całą trylogią. Dziwne dlatego, że to powieść o dzieciakach, a mimo to wciągnęło mojego męża niesamowicie i czytał z zapartym tchem część za częścią. A ja, mimo że fantastykę lubię, przysłowiowego „bakcyla” nie połknęłam. Chyba czytelniczo wyrosłam już z tworów Potteropodobnych, do których zaliczam właśnie tę książkę. Choć nie ma tam szkoły magii, dobrych i złych profesorów i czarnego charakteru w postaci Lorda Voldemorta. Mamy natomiast dzieciaki, które z jakiegoś nieznanego nam powodu, przetrwały dziwną burzę, która porwała wszystkich dorosłych, a ci którym udało się przetrwać zmienili się nie do poznania i nienawidzą dzieci. Dzieciaki organizują się w grupy, tworzą nową społeczność i wszystko byłoby pięknie i sielankowo, ale musi pojawić się czarny charakter… Którego imienia nawet nie potrafię wymówić. Główny bohater, jak i inne dzieciaki, zaczynają przejawiać nadzwyczajne zdolności itd. Itd. I nagle książka zaczyna mnie nużyć, tak bardzo, że przeczytanie jej w całości zajęło mi jak nic ze dwa tygodnie (podkreślam, że czytałam tylko wieczorami, co i tak sprawia, że czas dobrnięcia do końca był niesamowicie długi).
Książkę poleciłabym owszem, ale nie osobom takim jak ja. Docelowo kierowałabym ją do nastolatków, pokolenia „po Harrym Potterze”, które nie dorastało wraz z każda kolejną częścią tej sagi. Może takie osoby odnalazłyby w tej książce tą fascynację, która zawładnęła moim mężem.  

czwartek, 24 stycznia 2013

Stowarzyszenie Wkurzonych Rodziców


Autor: Mink Elliot
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna, kobieca
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011

Stowarzyszenie Wkurzonych Rodziców to jedna z zabawniejszych i lżejszych książek jakie dane mi było ostatnio czytać. W zasadzie to właśnie jestem w połowie. Ktoś by się zdziwił, że nie skończyłam książki, a już porywam się na recenzję… Tak, dokładnie tak. Nie muszę znać zakończenia, by wiedzieć, że książka jest dobra. W zasadzie wiedziałam to już od pierwszych jej stron. Lekki przystępny język sprawia, że czyta się ją tak, jakby ktoś, rozmawiając z nami, opowiadał nam historię.
Stowarzyszenie… to z pewnością książka dla nas – kobiet. Młodszych i starszych matek, ale przede wszystkim dla matek kilku i kilkunastomiesięcznych dzieci… Wszystko się zmienia, gdy pojawia się dziecko… Która z nas tego nie wie, prawda?  Ta książka idealnie pokazuje z czym borykamy się na co dzień, co spędza nam sen z powiek, czego nam brak, czego żal i co z chęcią byśmy zmieniły… A przy tym jest optymistyczna i uzmysławia, że przecież takich kobiet jest więcej… W zasadzie każda z nas choć przez chwilę może poczuć się jakby czytała o sobie – zwłaszcza wtedy, kiedy siedzi się z dzieckiem w domu, zamiast iść do pracy.
Polecam każdej świeżo upieczonej mamusi, praktycznie każdej mamie. Z chęcią podrzuciłabym tę książkę także kilku mężczyznom, w tym mojemu mężowi, ale znam ten „gatunek” i wiem, że za nic w świecie nie tkną takiej literatury. A szkoda…

Ciemniejsza strona Greya

Trochę mnie nie było... Od razu za to przepraszam. Potrzebowalam odpocząć, a teraz pełna sił wracam, by dalej dzielić się opiniami o przeczytanych przeze mnie książkach.


Autor: E.L. james
Gatunek: literatura współczesna
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2012


Ciemniejsza strona Greya... Długo zastanawiałam się jaka będzie ta część. Tak długo, aż dzień po premierze książki trafiła ona w moje ręce wprost z półki w księgarni. Jakież było moje rozczarowanie kiedy po kilku przeczytanych stronach okazało się, że "to już nie to samo". W pierwszej części autorka dobrze poradziła sobie z wybraną tematyką, choć nie ukrywam, że czytałam lepsze pozycje z tego gatunku. Druga część natomiast stanowczo za bardzo odbiega od przyjętej wcześniej konwencji. Nie ma tu juz praktycznie nic powiązanego z pierwotną relacją BDSM łączącą głównych bohaterów. Nagle wszystko staje się takie zwykłe i proste, wręcz codzienne. Wśród tej szarości, która chwilami wręcz nudzi, zaczynamy dostrzegać niedociągnięcia jakich dopuściła się autorka (bądź tłumacz). Język książki jest bardzo biedny, ubogi wręcz. Chwilami ma się wrażenie, że główna bohaterka nie zna innego przymiotnika od "pyszny", wszystko jest pyszne... i irytujące zarazem. Sceny erotyczne, które w pierwszej części okraszone były pewną dozą pikanterii i brutalności, tutaj nie wyróżniają się niczym, a wręcz nie raz są tandetne i infantylne. Autorka próbuje ratować się wprowadzając postać byłej uległej (niewiele to pomaga) i nowego szefa Any... I cóż? Nadal nie mam zbyt dobrego zdania na temat tej części. Dopiero jej ostatnia strona tchnęła we mnie trochę nadziei, że może kolejna, będzie nieco lepsza.

sobota, 3 listopada 2012

Pięćdziesiąt twarzy Greya


Autor: E.L. James
Gatunek: literatura współczesna
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2012

Ostatnio w moje ręce wpadają same trylogie. Zaczęło się od Igrzysk Śmierci. Teraz mamy Inny Świat, Imperium Mrówek i tytułowe Pięćdziesiąt twarzy Greya.
Książka o tyle ciekawa, że czymś mnie zaskoczyła, czego wcale się nie spodziewałam. W podobnej tematyce przeczytałam już kilka książek, jak choćby Dziewczyna, której jedno w głowie czy W łóżku z…
Tutaj autorka wkroczyła w zupełnie inny klimat. Niby romans, a jednak erotyczny. Niby banalne, a jednak nie. To chyba pierwsza książka, z którą się spotkałam, gdzie relacje sadomasochistyczne byłyby opisane tak lekko i naturalnie, pokazując przy tym realność takiego związku. Czytając poszczególne sceny czytelnik może zacząć się zastanawiać czy nie warto byłoby choć spróbować czegoś takiego… Każdy ma swoje granice, ale również i to autorka pokazała w idealny sposób. Granice, które można przekroczyć, gdy ma się odpowiednią motywację.
Dobrze nie wiem, co napisać o tej książce, by zbyt wiele nie zdradzić. Tytułowy Grey jest postacią skomplikowaną, ale jednak nie aż tak bardzo jak wydaje się na początku.
Największą pochwałą dla książki powinno być to, że nie mogłam się od niej oderwać i zniecierpliwiona odczekam jeszcze te kilka dni, aż nadejdzie premiera drugiej części… Wtedy popędzę do księgarni, by zakupić drugi tom w polskiej wersji i siadam do czytania dalszych losów bohaterów.

poniedziałek, 1 października 2012

poniedziałek, 24 września 2012

Kolejne promocje

Znów wpadam tylko na moment w celu małej reklamy:
Wydawnictwo Znak ma ciekawą promocję 3 w cenie 2.
Może komuś się przyda :)

Obiecuję, że już niedługo pojawią się kolejne recenzje.

czwartek, 20 września 2012

Wyprzedaże

Wpadam na chwilę w przerwie między nauką.
Oprócz czytania książek i pisania recenzji czasem zaglądam na strony wydawnictw i księgarni.

Polecam Wam dziś tą wyprzedaż:
muzaklub - wyprzedaż

Książki w atrakcyjnych cenach, powystawowe. Można znaleźć kilka naprawdę fajnych pozycji.
Sama zastanawiam się nad zakupem.

piątek, 14 września 2012

Zastój twórczy

Czuję w obowiązku się wytłumaczyć tym nielicznym, którzy tu wchodzą.
Z powodu trwającej sesji poprawkowej nie mam za bardzo czasu, by pisać kolejne recenzje. Przewiduję powrót w to miejsce, gdy tylko uporam się z zaliczeniowymi kolosami i odzyskam wenę twórczą do pisania.
Do zobaczenia wkrótce.

sobota, 1 września 2012

Na dnie nieba - M. Gretkowska


Na dnie nieba jest książką dość osobliwą, gdyż nie jest powieścią w żadnym tego słowa znaczeniu. Jest to bowiem zbiór felietonów napisanych przez autorkę, publikowanych na przestrzeni od 2001 do 2007 roku m.in. w Twoim Stylu, Pani czy Wprost.
Felietony ociekają typowym dla Gretkowskiej ciętym humorem, sarkazmem, celnymi puentami, wyrazistym, bezpardonowym językiem i nie raz zjadliwą ironią. Kolejne teksty przedstawiają wszystko to, co autorkę porusza i intryguje. Wiele z nich choćby fragmentarycznie jeśli nie całościowo poświęconych jest wychowywaniu córki, które pozwala autorce zupełnie inaczej spojrzeć na świat. Równie wiele dotyczy Polski i Polaków, które autorka krytykuje i pokazuje w absurdalnym świetle.
Warto zwrócić uwagę, że Gretkowska jak zawsze trzyma się opozycji kobieta-mężczyzna, choć w tym zbiorze felietonów, krytyka tych drugich jest jakby lżejsza. Osobom, które zetknęły się z twórczością Gretkowskiej Na dnie nieba nie trzeba polecać, gdyż same sięgną po tę książę, jeśli już tego nie zrobiły. Mam również świadomość, że w zdecydowanej większości będą to kobiety. Jednak zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję również mężczyzn, gdyż autorka tym razem nie kąsa aż tak mocno, a pozornie lekka lektura, jest w zasadzie oryginalnym i nieco brutalnym komentarzem naszej codziennej, szarej rzeczywistości

czwartek, 30 sierpnia 2012

Igrzyska śmierci - S. Collins


Autor: Suzanne Collins
Gatunek: sciene fiction
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2009


Tą recenzję piszę niebywale szybko, bo ledwo zdążyłam odłożyć na bok książkę, a już spod ręki wychodzą pierwsze słowa. Już od początku wiem, że będzie mi ciężko napisać cokolwiek tak, by nie zdradzić zbyt wiele.
Jednego nie żałuję na pewno – nie obejrzałam filmu przed przeczytaniem książki. Gdybym to zrobiła, mój odbiór powieści zapewne byłby zupełnie inny.
Książka zaczyna się dość standardowo, jak na fantastykę czy science fiction, choć chyba nie wrzuciłabym jej tylko do tego worka. Mamy tu świat podzielony na dwanaście Dystryktów i Kapitol – niejako jego stolicę. Panem było kiedyś światem, który znamy na co dzień, lecz zaszło w nim zbyt wiele zmian, zmieniły się zasady i reguły
Co rocznie organizowane są Głodowe Igrzyska, do których przystępują po dwie, losowo wybrane osoby – trybuci – chłopak i dziewczyna. Dwadzieścia cztery osoby, z których przeżyć może tylko jedna.
Główna bohaterka, Katniss Everdeen, zgłasza się jako ochotniczka z Dwunastego Dystryktu, gdyż jako trybuta wylosowano jej młodszą siostrę. Katniss chce chronić dziewczynkę zajmując jej miejsce.
Opuszcza więc rodzinę oraz przyjaciela i wraz z drugim trybutem, Peetą Mellarkiem, udaje się do Kapitolu, a później wprost na arenę, by wziąć udział w kilkutygodniowej, krwawej i bezlitosnej walce na śmierć i życie. Kto przetrwa, a kto zginie? Komu zaufać, kto zdradzi? Wszystko poznajemy wraz z kolejnymi kartami książek.
Powieść z początku lekko nużąca, ale każda akcja w końcu musi się rozkręcić (przynajmniej powinna). Gdy dochodzimy do etapu samych Igrzysk nie sposób odłożyć książki choć na chwilę.
Powieść zapewne kierowana docelowo do ludzi młodych, ale nie potrafię powiedzieć gdzie zaczyna się, a gdzie kończy granica wieku Według mnie książka jest dobra zarówno dla kilkunastolatków, jak i dla osób, które przekroczyły dwudziestkę, trzydziestkę itd. Wszystko zależy od upodobań. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
A ja jedynie mogę dodać, że z przyjemności i zaciekawieniem sięgnę po kolejne dwa tomy tej historii.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Imię i nazwisko zastrzeżone - J. Sigaloff


Autor: Jane Sigaloff
Gatunek: powieść obyczajowa, literatura kobieca
Data wydania: 2003


Imię i nazwisko zastrzeżone to typowy przykład kobiecej literatury. Książka stworzona przez kobietę dla kobiet. To jedna z pozycji wydawanej niegdyś serii Literatura w spódnicy.
Opowiada o bohaterce, która w zasadzie nie powinna być mi blika. Ponad trzydziestoletnia, samotna kobieta, mająca stałą posadę w dwóch miejscach. Różni nas wszystko począwszy od wieku, przez status cywilny, miejsce zamieszkania, na miejscu pracy kończąc. Mimo to od razu ją polubiłam.
Lizzie Ford – dziennikarka, autorka działu porad jednego z poczytnych pism oraz prowadząca lubianą audycję radiową.
Pierwsza nić sympatii związana była zapewne z wykonywanym przez nią zawodem, gdyż od bardzo długiego czasu pociąga mnie praca dziennikarza.
Gdyby historia była bajką powiedziałabym, że Lizzie jest blondwłosą księżniczką, która w końcu, po wielu trudach i staraniach poznaje swojego księcia z bajki – Matta Bakera.
Książe nie jeździ jednak białym rumakiem, a kabrioletem. Zamiast lśniącej zbroi na jego ciele zobaczyć można luźne T-shirty. Nie jest także idealnym młodzieńcem bez wad, skrywa bowiem tajemnicę, która już na samym początku mogła zmienić jego relacje z główną bohaterką.
Po pierwszych wzlotach zakochania, motylach w brzuchu, spontanicznym seksie i w końcu uświadomieniu sobie, że to miłość, w bajce nastąpiłby happy end z tradycyjnym dopiskiem i żyli długo i szczęśliwie. Jednakże w książce pojawia się jeszcze jedna osoba. Kobieta jest nadawczynią jednego z listów do działu porad Lizzie. Ze znajomości całej trójki mało co nie rodzi się skandal…
Wiadomo jednak, że jako typowa książka dla kobiet, powieść nie może skończyć się źle. Gdy docieramy do ostatnich linijek tekstu czytelniczki powinny móc z rozrzewnieniem westchnąć…
Pozycja osobiście przeze mnie zaszufladkowana wśród tych książek, po które sięga się z kubkiem parującej kawy lub herbaty, wieczorem, w czasie gdy od literatury nie oczekujemy ambicji, tajemnic i zagadek, a czegoś lekkiego i łatwego w odbiorze. Książki wydawane w serii Literatura w spódnicy  takie właśnie są – przyjazne długim wieczorom, gdy poza lekturą nie czekają na nas żadne obowiązki.

Burka miłości - R. Monforte


Autor: Reyes Monforte
Gatunek: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2007 (w Polsce 2010)


To z pewnością jedna z lepszych książek, którą przeczytałam. Jak również jedna z bardziej szokujących i pokazujących brutalną rzeczywistość, panującą w zupełnie innej części świata.
Nastoletnia hiszpanka, Maria, opuszcza rodzinną Majorkę, by przenieść się do Londynu. Tam zamieszkuje i poznaje mężczyznę swojego życia – muzułmanina Nasrada.
Zakochuje się w nim od pierwszego spotkania, choć niewiele o nim wie, nigdy nie słyszała o Afganistanie, kraju,  z którego pochodził, ani o panujących tam zwyczajach. Mimo to wychodzi za niego za mąż i w skutek nieszczęśliwych przypadków jedna z jej podróży do rodzinnego kraju męża przeradza się w kilkuletnią walkę o przetrwanie.
Powieść brutalnie pokazująca panującą w Afganistanie biedę i ubóstwo, przekazująca nam czytelnikom wiedzę na temat tego, jak wyglądają tamtejsze rządy oraz jak traktuje się tam kobiety. Afganistan – kraj, w którym kobieta mogłaby nie istnieć, nie ma bowiem żadnych praw ani przywilejów, a najmniejsze przewinienie może doprowadzić do jej śmierci. Rządy bezwzględnych i bezuczuciowych talibów zastraszyły cały kraj, a panująca tam wojna zabiera ze sobą wiele istnień.
Bohaterka, przyzwyczajona do dostatniego europejskiego życia, zmaga się z nową rzeczywistością, gdzie aby wyjść na ulicę potrzeba jej towarzystwa mężczyzny ze swojej rodziny. Jakby tego było mało musi być szczelnie zakryta tak, by nie było widać żadnego fragmentu jej ciała poza dłońmi, stopami odzianymi w płaskie buty i oczu, ukrytych za noszoną na głowie burką.
Maria z miłości do męża znosi wszystko, latami walcząc o powrót do Hiszpanii.
Historia mną osobiście mocno wstrząsnęła. Po raz pierwszy spotkałam się z tego typu książką i już dziś wiem, że na długi czas zostawi ona piętno w mojej pamięci.
Polecam miłośnikom poznawania innych kultur, nie ważne jak bardzo odmiennych od naszej, a także tym, którzy mają nieco mocniejsze nerwy, gdyż czytając niektóre fragmenty, po chwili wypada odłożyć książkę i wziąć głęboki, uspokajający oddech.

sobota, 25 sierpnia 2012

Po kilkudniowym urlopie...

Muszę się przyznać, że tegoroczny wyjazd nad morze nie zaowocował torbą pełną książek, jak to zwykle bywało. A to tylko z uwagi na zakupiony niedawno czytnik ebooków.
Mimo to do kolekcji książek dołączył thriller Maxim Chattam oraz dwie części trylogi o mrówkach Werbera. Niestety druga i trzecia, na pierwszą wciąż poluję. Na allegro nie ma, empik, merlin i matras nie posiadają. Nie wiem gdzie kupić...

Obecnie czytane:
- Imię i nazwisko zastrzeżone - babskie czytadło
- Igrzyska śmierci - po kilku rozdziałach stwierdzam, że na pewno chwycę za kolejne części

Niedługo kolejne recenzje - muszę tylko swojego MS Office'a doprowadzić do ładu, bo się się skrzaczyło... :/

sobota, 18 sierpnia 2012

Zapałka na zakręcie - K. Siesicka


Autor: Krystyna Siesicka
Gatunek: powieść obyczajowa, młodzieżowa
Data wydania: 1966


Książka dość wiekowa. Pamiętam jeszcze, że moja mama zaczytywała się w niej jako nastolatka. Sama przeczytałam ją w podobnym wieku. Przemierzałam przez kolejne strony z zapartym tchem – jako małoletniej dziewczynie, typowy romans dla nastolatek, pasował mi idealnie.
Historia zwykłej dziewczyny, Mady, wyjeżdżającej z mamą i siostrą na wakacje. Oprócz znajomych, których spotyka tam co roku, pojawia się także tajemnicza postać Marcina. Chłopak, którego dziś bez wahania wrzucilibyśmy w kategorię „zły”, nie wiedząc o nim zbyt wiele.
Z całą pewnością można powiedzieć, że to powieść dla nastolatek, jakich wiele. Jednak autorki takie, jak Siesicka tworzyły pierwsze nastoletnie romanse tak bardzo zapadające w pamięć naszym mamom i nam samym. Zapałka na zakręcie choć jest historią bardzo prostą, pozbawioną skomplikowanych wątków i zagadek, jest powieścią ponadczasową.
Myślę że każda młoda dziewczyna powinna choć raz sięgnąć po tego typu książkę i beztrosko dać się ponieść kolejnym stronom. Ja sama przeczytałam ją nie raz, wiele lat temu, trzymając w ręku kieszonkową wersję powieści z bardzo pożółkłymi stronami, o charakterystycznym zapachu starego papieru.
Chętnym polecam także kontynuacje powieści, opowiadającą już o dorosłym życiu Mady i Marcina. Obie te książki darzę ogromnym sentymentem.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Radleyowie - Matt Haig


Autor: Matt Haig
Gatunek: fantastyka, młodzieżowa
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011


Jedna z wielu powieści powstających na fali mody związanej z wampiryzmem. Można wręcz powiedzieć, że naśladowca Zmierzchu, Pamiętników wampirów i, jak dla mnie niedoścignionej i nieśmiertelnej, Anne Rice oraz jej Kronik.
Radleyowie nie są natomiast typowym romansem dla nastolatków (jak wspomniane dwa pierwsze tytuły). Tego nie można zarzucić tej książce, choć na pewno odbiorcy docelowi tej powieści to grono właśnie nastoletnie.
Radleyowie wchodzą bardziej w ramy thrilleru, nieco prześmiewczego i satyrycznego.
Czteroosobowa rodzina, mieszkająca w małej i spokojnej miejscowości. Przez wielu są postrzegani, jako trochę (lub wręcz bardzo) dziwnych. Rodzice żyjący jak gdyby nigdy nic i ich dwójka nastoletnich dzieci, nieświadomych tego, jaki sekret skrywa się pod ich nazwiskiem.
Czytelnik zauważa od razu, że wokół dzieci Radleyów dzieją się niezwykłe rzeczy, jak choćby to, że w ich pobliży nie przebywają żadne zwierzęta, a syn cierpi na dość osobliwe schorzenie, przejawiające się wysypką od słońca. Osobiście mnie to rozbawiło. W dość zabawny sposób pokazano tu zwyczajowe „uczulenie” wampirów na słońce. Syna męczy także bezsenność.
Długo ukrywana przed dziećmi prawda wychodzi na jaw nocą, po jednej z imprez organizowanych przez nastolatków, gdy z rąk córki Radleyów ginie chłopak. Z rąk, a raczej z zębów… Tak, jak my wiemy od samego początku, dzieci dowiadują się, że ich rodzina jest wampirami.
Całość nieco naiwna, jak większość książek o tej tematyce powstałych przez ostanie lata. Rodzina wampirów, żyjąca sielankowo dopóki ktoś kogoś przypadkowo nie zamorduje. Rządza krwi naprzeciw abstynencji, co nieodmiennie zawsze kojarzy mi się ze Zmierzchem. Problemy z policją i tajemniczy wujek Will, który nie koniecznie jest mile widziany. Wszystko to zamknięte w powieści opisującej zaledwie kilka dni. I tu autorowi należą się brawa, że opisując tak krótki wycinek rzeczywistości na tylu stronach nie znużył i nie zanudził czytelnika zbędnymi opisami czy dialogami. Krótkie rozdziały, początkowo drażniące, okazują się zaletą książki. Można ją odłożyć w każdej chwili, nie przerywając jakiegoś zdarzenia lub nie czekając aż przydługi rozdział się skończy.
Książka jakich wiele, a wręcz jedna z wielu. Dla nastoletnich fanów wampiryzmu nadaje się idealnie. Nieco starszym i bardziej wymagającym czytelnikom radziłabym zostawić ją na półkach księgarni czy antykwariatu.

środa, 8 sierpnia 2012

Trans - M. Gretkowska


Autor: Manuela Gretkowska
Gatunek: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 2011

Trans - według okładki „wnikliwe i bezkompromisowe studium toksycznego uzależnienia”. Można spodziewać się wiele, równie wiele dostajemy czytając tą książkę.
Nie wiem, nie pamiętam, co myślałam zanim sięgnęłam po cokolwiek z twórczości Gretkowskiej, więc trudno powiedzieć czy sprostała moim oczekiwaniom.
Jedno wiem na pewno – Gretkowska szokuje – bezpośredniością, bezkompromisowością i bezpruderyjnością oraz swobodą używania słów, których inni autorzy się boją. Trans wręcz emanuje takim słownictwem – mamy tu wszechobecność pizd, cip, orgazmów i innych.
Trans jest powieścią w dużej mierze autobiograficzną, o czym dowiedziałam się dopiero po przeczytaniu książki. Na całe szczęście. Dostałam uniwersalną opowieść bez „klucza” złożonego z realnych postaci znanych ze świata, z gazet. Dzięki temu moje wyobrażenie postaci było świeże, obiektywne, niemal dziewicze, pozbawione utożsamiania głównych bohaterów z  Żuławskim i samą Gretkowską. Czasem lepiej nie wiedzieć o kim pisze autorka.
Główna bohaterka, emigrantka w Paryżu, bez rodziny, z przygodnymi znajomymi, bez stałej pracy. Osoba rozchwiana, zdradzająca swojego Męża, co w końcu prowadzi do rozstania.
Wkrótce potem wkracza na karty książki postać Laskiego (inspirowana Żuławskim). Facet chyba musiał jej nieźle zaleźć za skórę skoro zasłużył sobie na takie nazwisko. Bohaterka, nazywana Marysią, mówi do niego Mistrzu, co w odniesieniu do jego osobowości, brzmi nieco jak oksymoron.
Gretkowska funduje nam obrazy psychologiczne głównych postaci, przeplatane kabalistyką i filozoficznymi „złotymi myślami” na narkotycznych zjazdach. Nie zostawia na bohaterach niemal żadnej suchej nitki – Laski odrzucony przez ojca, traktujący kobiety nieco przedmiotowo, upokarzający je i Marysia, szukająca w mężczyznach tatusiów.
Oboje wkraczają wspólnie na drogę erotyczną. Dopiero od tego momentu możemy zauważyć elementy wspomnianego na okładce toksycznego uzależnienia. Rozstania i powroty przeplatane obecnością innych postaci.
Ciężko powiedzieć, co jest wadą, a co zaletą Transu. Wiele bowiem zależy od postrzegania stylu autorki, od upodobań i od stopnia tolerancji wobec wulgaryzmów i bezpośredniego słownictwa.
Książka godna polecenia fanom autorki, jak i czytelnikom spragnionym czegoś nowego, innego, ale czytelnikom przede wszystkim tolerancyjnym.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Historie rodzinne - William Wharton

HISTORIE RODZINNE

Autor: William Wharton
Gatunek: biografia, autobiografia, pamiętnik
Wydawnictwo: REBIS
Data wydania: 1998

Historie rodzinne to chwilowo jedyna przeczytana przeze mnie książka Williama Whartona. Nie żałuję, że zaczęłam właśnie od niej, gdyż ta lektura z pewnością skłoni mnie do sięgnięcia po kolejne dzieła Whartona.]
Książka opowiada w jaki sposób poszczególni wujowie i stryjowie wpłynęli na życie Williama, jakimi byli wzorami, przed czym przestrzegali, a czego nauczyli.
Historie rodzinne są więc powieścią autobiograficzną, która powstała trzydzieści lat przed jej pierwszym wydaniem. Trzydzieści lat przed fragmentami uzupełniającymi, które tworzą swoisty dialog autora samego z sobą. Dialog Whartona z jego młodszą wersją. Dialog, który jest pięknym uzupełnieniem historii każdego z opisanych mężczyzn. Po przeczytaniu bazowej, pierwotnej wersji dostajemy kilka informacji z późniejszego życia poszczególnych osób.
Jako, że nie znam twórczości autora, nie mogę powiedzieć czy wszystkie jego książki działają na czytelnika w ten sam sposób. Odniosę się jedynie do Histori rodzinnych, które poruszyły mnie do głębi. Jest to bowiem opowieść refleksyjna, skłaniająca do tego, by przystanąć w miejscu choć na chwilę i zastanowić się nad sobą i własną rodziną. Zachęca do tego, by znaleźć te osoby, które miały bądź nadal mają największy wpływ na nasze życie i to jakimi ludźmi jesteśmy. Książka uświadamia również nieuchronność przemijania, szczególnie, gdy patrzymy na fragmenty dopisane po trzydziestu latach, gdzie wielokrotnie dowiadujemy się, że któryś z członków rodziny zmarł (nie raz bardzo młodo).
Wharton serwuje nam zbiór uwag o życiu, ale również pokazuje piękny obraz dużej rodziny, tak rzadko spotykanej w obecnych czasach.
Polecam każdemu, dla kogo rodzina jest nieocenioną wartością; każdemu, kto lubi lektury ambitne i skłaniające do refleksji.

niedziela, 29 lipca 2012

Świat Czarownic

ŚWIAT CZAROWNIC

Autor: Andre Norton
Gatunek: Fantastyka
Wydawnictwo: Fantastyka
Data wydania: 1963

Przez wielu zwana klasyką gatunku, przeze mnie nazwana po prostu książką fantasy. Świat czarownic Andre Norton, po którą sięgałam trzy razy, ale w końcu do trzech razy sztuka. Przy pierwszych dwóch podejściach trzymałam w rękach wydawnictwo Fantastyki, stare i pożółkłe z uciążliwie małą czcionką. Dopiero przy trzecim podejściu chwyciłam za inną wersję tej książki i okazał się to strzał w dziesiątkę.
Od razu powiem, że historia napisana przez Norton jest przeznaczona dla młodszych czytelników, bądź takich, którzy przygodę z fantastyką dopiero zaczynają i potrzebują lekkiego wstępu.
Simon Tregarth, agent tajnych służb wywiadowczych w trakcie II wojny światowej, uciekający przed wrogami. Zaczyna się wręcz nijako. Jednak już po chwili kolejne strony zaciekawiają bardziej, gdy dowiadujemy się, że tylko jedna osoba jest w stanie mu pomóc, jednak od tej pomocy nie ma już odwrotu… Jeśli raz się na nią zdecydujesz, nie możesz się wycofać.
Simon nie mając innego wyboru, decyduje się na krok w nieznane i przenosi się do zupełnie innego, nieznanego świata. Świata, w którym panuje matriarchat, w którym władzę sprawują kobiety obdarzone mocą – czarownice.  W świecie tym, Estcarpie, trwa właśnie wojna z jego wrogami. Umiejętności agenta mogą okazać się bardzo przydatne, jeśli tylko zostanie on zaakceptowany przez czarownice i nauczy się posługiwać ich językiem. Wkrótce Estcarp staje się jego ojczyzną, a wrogowie jego wrogami.
Świat czarownic jest pierwszą częścią dość długiej sagi o tym samym tytule. Jest dobrym wstępem do lekkiej historii, którą czyta się bez problemu, a wręcz z błogą przyjemnością. Można zaliczyć ją do książek łatwych i nie wymagających od czytelnika zbyt intensywnego myślenia. Na długie i nużące wieczory jest książką wręcz idealną.